OFICJALNY SERWIS

DUMY WARMII

Co słychać u... Rafała Gikiewicza? "Czasami jest tak, że to przypadek decyduje kim jesteśmy i właśnie tak było ze mną."

Co słychać u... Rafała Gikiewicza? "Czasami jest tak, że to przypadek decyduje kim jesteśmy i właśnie tak było ze mną."

09/22/2015

Nowa strona, nowe informacje, a więc musiał pojawić się nowy cykl wywiadów. Tym razem postawiliśmy na rozmowy z cyklu „Co słychać u…?”, w których będziemy sprawdzać, jak w piłkarskim świecie radzą sobie zawodnicy związani z naszym regionem i, przede wszystkim, ze Stomilem Olsztyn. 

Dziś prezentujemy rozmowę z Rafałem Gikiewiczem, bramkarzem Eintrachtu Braunschweig, który w przeszłości bronił również barw „Dumy Warmii”. Zapraszamy do lektury! 

 

- W Stomilu grał Pan jako junior, a potem rozegrał Pan jedną rundę w II Lidze (jesień 2010), jeszcze gdy klub nazywał się OKS 1945 Olsztyn. Jak wspomina Pan tamte czasy i  co najbardziej utkwiło Panu w pamięci? 

 

Rafał Gikiewicz - W tamtym okresie miałem lekkie problemy w Jagiellonii Białystok i wolałem przyjść do Olsztyna, by grać w 2 lidze, niż tylko trenować w rezerwach Jagiellonii. Znałem trenera Kaczmarka ze wspólnej pracy w Wigrach i dlatego zdecydowałem się na podjęcie tego kroku, poza tym Olsztyn to moje rodzinne miasto. Ten czas uważam za udany, bo po półrocznym pobycie tutaj, trafiłem do Śląska Wrocław. 

Rafał Gikiewicz w barwach OKS 1945 Olsztyn/ fot. kurierolsztynski.pl

 

- Bramkarzem został Pan z wyboru, czy może wiąże się to z jakąś szczególną historią, przypadkiem?

 

R. G. – To był przypadek, bo zaczynałem przygodę z piłką, grając w polu. Czasami tak jest, że to przypadek decyduje kim jesteśmy i właśnie tak było w moim przypadku.

 

- W Polsce grał Pan w bardzo dobrych klubach, jak Jagiellonia i Śląsk, ale nie dostawał Pan zbyt wielu szans na grę w podstawowym składzie. W minionym sezonie w Brunszwiku był Pan podstawowym bramkarzem i radził Pan sobie świetnie. Liczby nie kłamią i w obecnym klubie zagrał Pan w większej liczbie ligowych spotkań, niż przez trzy lata gry w Śląsku łącznie (statystyki obejmują pierwszy zespół: 33-27)… Czy to znaczy, że w Polsce nie poznano się na Pańskim talencie?

 

R. G. - Każda chwila w każdym z tych klubów coś mi dala i pozwoliła się rozwijać. Nie uważam, żeby to był stracony czas, choć na pewno żałuje, że rozegrałem mało spotkań w polskiej ekstraklasie. Zawsze miałem bardzo dobrych konkurentów do miejsca w bramce, a bramkarz może grać tylko jeden. Nie wracam do tego, co było, a patrzę wciąż przed siebie, więc najważniejszy jest teraz Eintracht Braunschweig.

6 maja 2012 r. – Łukasz i Rafał Gikiewicz (w środku) wraz z kolegami z zespołu Śląska Wrocław świętują tytuł Mistrza Polski/ fot. slaskwroclaw.pl

 

- Musi mieć Pan mocny charakter i cechować się pracowitością, bo nie jest prostą sprawą wskoczyć z marszu między słupki zespołu z 2. Bundesligi. Jak poradził Pan sobie ze zmianą sposobu treningu i zmianą otoczenia? To Pański pierwszy klub zagraniczny w karierze.

 

R. G. - Jeżeli człowiek bardzo chce i jest nastawiony na ciężką pracę, to wszędzie sobie poradzi. Najważniejsze, żeby omijały cię kontuzje i żeby mieć w sobie chęć rozwoju z dnia na dzień. Bardzo cieszę się, że tu trafiłem i od razu postawiono na mnie, bo to dodało mi jeszcze więcej pewności siebie i wszedłem w tę ligę od wewnątrz w bardzo szybkim tempie.

 

- Jak przyjęto Pana w nowym klubie?

 

R. G. - Nie miałem żadnych problemów od pierwszego dnia pobytu w klubie. Bardzo dużą rolę pełni też tutaj Alexander Kunze, trener bramkarzy, z którym mam bardzo dobry kontakt.

Rafał Gikiewicz po podpisaniu kontraktu z Eintrachtem/ fot. Facebook.com/Rafal.Gikiewicz

 

- Kiedyś wyczytałem w internecie, że ma Pan już obuwie ze swoją podobizną, które produkowane jest przez kibiców. Może opowiedzieć Pan coś o tym więcej?

 

R. G. – Kibice, jak to kibice, są pozytywnie „zakręceni” :). Wpadli na taki pomysł i rzeczywiście kilka takich par powstało.

Rafał Gikiewicz ze swoim fanem – projektantem okazjonalnego obuwia z wizerunkiem polskiego bramkarza/ fot. facebook.com/Rafal.Gikiewicz

 

- Ciężka praca to w Niemczech podstawa sukcesu. Jak bramkarze pracują w Bundeslidze? Czy jest to inna forma zajęć niż w Polsce? 

 

R. G. – Bramkarz zawsze musi bardzo ciężko pracować, bo czasami stoimy 90 minut i musimy być przygotowani na ten jeden strzał. Trochę więcej poświęcamy tutaj czasu na technikę gry nogą, ale ogólnie zajęcia są podobne. Każdy trener bramkarzy zwraca uwagę bardziej na inne elementy, ale w pracy tygodniowej trenujemy każdy aspekt bramkarski.

 

- Jak wspomina Pan występ w 1/8 finału Pucharu Niemiec przeciw Bayernowi Monachium i Robertowi Lewandowskiemu?

 

R. G. – To była niesamowita przygoda i doświadczenie. Boisko, stadion i zawodnicy byli wtedy, i są nadal, z tzw. „najwyższej półki” . Po takim meczu zawsze trzeba umieć  wyciągnąć coś pozytywnego dla siebie. Fajna sprawa, ale to już za mną, choć liczę na takie mecze w przyszłości.

Rafał Gikiewicz w pojedynku z Davidem Alabą podczas meczu o DFB Pokal/ fot. Bundesliga eurosport.onet.pl

 

- Swoim przykładem pokazuje Pan, że warto ryzykować. Jest Pan jednym z nielicznych Polaków, którym w ostatnich latach udało się zaistnieć w zagranicznej, wysokiej klasie rozgrywkowej. Jaka jest na to recepta?

 

R. G. - Powtórzę się, ale to wszystko jest wynikiem ciężkiej pracy i odrobiny szczęścia. Nie można nigdy szukać alibi, tylko zawsze zaczynać od siebie i nie patrzeć na innych.

 

- Kto i dlaczego jest Pańskim piłkarskim idolem?

 

R. G. - Nie mam idola. Oglądam bardzo dużo spotkań w TV i podziwiam wszystkich piłkarzy. Osoby, które nieprzerwanie mnie motywują to żona i syn.

 

- Gdyby miał Pan wskazać jedną osobę, której zawdzięcza Pan to, że Pańska kariera wygląda tak, a nie inaczej, to kto by to był?

 

R. G. – Na pewno rodzice, którzy nigdy nie robili żadnych problemów, gdy chciałem trenować i zawsze we mnie wierzyli.  Wiec to dzięki Nim jestem tu, gdzie jestem. Na swojej piłkarskiej drodze spotkałem wielu trenerów, którzy kształtowali mnie i od których również wiele się nauczyłem.

 

- Mówi się, że bliźniacy połączeni są specjalną więzią. Przez większość kariery bracia Gikiewicz grali razem, w jednym klubie, a jeśli nie, to zawsze mogli odnaleźć się na polskich boiskach. Od czasu gry w Śląsku, wasze drogi zawodowe rozeszły się diametralnie. Jak radzi Pan sobie z odległością w kontaktach z bliskimi?

 

R. G. – W naszym zawodzie to normalne,  że jeździ się i gra w różnych miastach i jest się z dala od bliskich. Na szczęście są telefony i dzięki nim jestem w stałym kontakcie z rodzina.

 

- Ostatnio, w 1/16 Finału PP, Stomil zagrał ze Śląskiem Wrocław (1:5), komu Pan kibicował w tym spotkaniu?

 

R. G. – Z tego meczu miałem relację non-stop,  bo mój Tata oglądał go z trybun i przekazywał mi wszystko na bieżąco. Liczyłem na to, że Stomil powalczy ze Śląskiem tak, jak w czasach, gdy grałem w Olsztynie i dopiero po konkursie rzutów karnych przegraliśmy z Ruchem Chorzów. Trzymałem kciuki za Stomil,  Śląsk pokazał na boisku większą jakość.

 

- Często odwiedza Pan Olsztyn?

 

R. G. - Nie mam dużo wolnego, a z Braunschweig do Olsztyna jest ok. 1000 km. W domu jestem 2 razy w roku na kilka dni.

 

- Gdyby kiedyś pojawiła się oferta gry dla Stomilu Olsztyn, rozważyłby ją Pan?

 

R. G. - W piłce nigdy nic nie wiadomo, więc „nigdy nie mów nigdy”. Śledzę losy Stomilu i wiem, że w tym momencie są wiceliderem 1 ligi.

 

- Na pytanie „Co słychać u Rafała Gikiewicza?” odpowie Pan, że…?

 

R. G. - … ma się dobrze i ciężko pracuje, by osiągać swoje cele.

 

Rafał Gikiewicz w meczu 2. Bundesligi/ fot. www.eintracht.com

 

zdj. główne: fot. profilowe Rafała Gikiewicza/ fot. eintracht.com

NAJCZĘŚCIEJ CZYTANE

Stomil na facebooku

Stomil na twitterze

Stomil na youtube

sponsorzy główni
sponsor srebrny
sponsorzy złoci
sponsorzy biało-niebiescy

 


 
partner medyczny
sponsor techniczny
partnerzy medialni
partnerzy