OFICJALNY SERWIS

DUMY WARMII

Co słychać u... Pawła Baranowskiego? "Celem mojego nowego klubu jest awans do 2. Bundesligi."

Co słychać u... Pawła Baranowskiego? "Celem mojego nowego klubu jest awans do 2. Bundesligi."

09/29/2015

Paweł Baranowski spędził w Stomilu Olsztyn trzy sezony. W Polsce to zawodnik dobrze kojarzony z boisk II i I Ligi oraz ekstraklasy. Jak, pod względem sportowym, radzi sobie dziś? Co słychać u Pawła Baranowskiego? Zapraszamy do lektury!

- W Olsztynie rozegrał Pan 3 sezony. Jak Pan je wspomina? Czy jest coś, co najbardziej zapadło w Pańskiej pamięci?

 

Paweł Baranowski - Do Olsztyna przyszedłem z Podbeskidzia, początkowo na wypożyczenie, później podpisałem dwuletni kontrakt. Trenerem był Zbigniew Kaczmarek. Najbardziej zapadł mi w pamięci awans z drugiej ligi do pierwszej. Był to wtedy bardzo udany sezon dla drużyny, ale również  i dla mnie indywidualnie. Muszę na pewno wspomnieć tez o wspaniałej atmosferze w szatni, która wtedy panowała.

Paweł Baranowski w jego pierwszym sezonie w Stomilu Olsztyn/ fot. Artur Szczepański

 

- Piłkarzem został Pan dlatego, że…?

 

P. B. - Piłkarzem zostałem dlatego, że od dziecka bardzo lubiłem sport i rywalizację. Wraz ze starszym bratem braliśmy udział chyba we wszystkich zawodach szkolnych, jakie były możliwe. Później pamiętam, jak trafiłem do Wigier. Było to w trzeciej klasie szkoły podstawowej i tak już jakoś poszło :)

 

- Kiedy odszedł Pan do Bełchatowa, pański powrót do Olsztyna nastąpił dość szybko. Zagrał Pan przeciw „biało-niebieskim” już w następnym sezonie i w meczu Stomilu z GKS-em (2:3) zdobył Pan bramkę dla swojej nowej drużyny. Jakie w tym dniu towarzyszyły Panu uczucia, wrażenia?

 

P. B. - Tak, pamiętam ten mecz bardzo dobrze. Miło było wrócić do Olsztyna, ale jako piłkarz Bełchatowa musiałem dać z siebie wszystko, żeby pomóc swojej nowej drużynie. Strzeliłem gola na 1:1. Pamiętam, że do tego momentu Stomil grał bardzo dobrze.

 

Paweł Baranowski w Barwach GKS-u Bełchatów po ligowym meczu ze Stomilem w Olsztynie/ fot. Artur Szczepański

 

- Po zakończonym minionym sezonie był Pan na testach w Mattersburgu, ale ostatecznie gra Pan w FC Erzgebirge Aue, skąd pomysł na wyjazd za zachodnią granicę?

 

P. B. - Byłem w Mattersburgu przez kilka dni. Byłem blisko podpisania kontraktu, niestety przed jego podpisaniem, poszło o kilka ważnych szczegółów, na które  nie mogłem się zgodzić i ostatecznie podpisałem kontrakt w Aue. Celem mojego nowego klubu jest awans do 2. Bundesligi.

Paweł Baranowski w barwach Erzgebirge Aue/ fot. mopo24.de

 

- W Polsce był Pan postacią wyróżniającą się. W każdym z zespołów grał Pan w podstawowym składzie, w Bełchatowie kapitan ekstraklasowej „11 wyjściowej”, no i dość sporo zdobytych bramek w ogólnym rozrachunku, jak radzi Pan sobie w nowym zespole?

 

P. B. - Po podpisaniu kontraktu i po rozegraniu pierwszych meczów przytrafiła mi się kontuzja kolana, po której musiałem przejść zabieg w Polsce oraz rehabilitację. Ze zdrowiem wszystko jest już w porządku, trenuję z zespołem i walczę o powrót do pierwszej jedenastki. Do końca rundy zostało jeszcze kilkanaście spotkań i mam nadzieje, że niedługo będę mógł pomóc swojemu zespołowi.

 

- To Pański pierwszy zagraniczny klub w karierze, jak radzi Pan sobie z językiem?

 

P. B. – Tak, to mój pierwszy zagraniczny klub. Nie mam większych problemów z komunikacją, gdyż rozmawiam po angielsku oraz dodatkowo z moją żoną intensywnie uczymy się języka niemieckiego.

 

- Jak wyglądają Pańskie treningi w nowym klubie? Różnią się od tych w naszym kraju?

 

P. B. - Jest kilka różnic w treningu, ale jakoś wyjątkowo nie różni się to od treningów w Polsce. Wyjątkiem jest to, że nie ma zajęć na siłowi, a wszystkie aspekty siłowe i dynamiczne są  przeprowadzane na boisku.

 

- Śledzi Pan jeszcze czasem losy Stomilu?

 

P. B. - Oczywiście! Jestem na bieżąco z wynikami... Szkoda ostatniego meczu z Zawiszą, ale i tak Stomil w tym sezonie gra bardzo dobrze i wierzę w to, że może pokusić się o niespodziankę na koniec sezonu.

 

- Czy jest ktoś z olsztyńskiej szatni, z kim utrzymuje Pan kontakt do tej pory?

 

P. B. – Tak, utrzymuję kontakt z kilkoma chłopakami... Bardzo było mi miło gościć kilku zawodników na moim weselu, które było w czerwcu...Muszę podkreślić, że zrobili furorę. Do tej pory wszyscy pozostali goście wspominają „Ekipę z zielonego busa”.

 

- Przed nowym sezonem, w Olsztynie mieliśmy kilka powrotów (Karłowicz, choć poszedł już na wypożyczenie do Wikielca), Lech, Suchocki. Czy jest szansa, że kibice w Olsztynie doczekają się kiedyś powrotu Pawła Baranowskiego?

 

P. B. - Kto wie, może kiedyś... Na pewno bardzo chciałbym  jeszcze zagrać w Olsztynie i  być częścią tej szatni i wspaniałej atmosfery, która zawsze tam panowała.

 

- No dobrze. Urodził się Pan w Suwałkach, ale trochę dłużej w piłkę seniorską grał w Olsztynie. W pewnym momencie kariery pojawiają się dwie równoważne oferty pierwszoligowych Wigier i pierwszoligowego Stomilu. Co Pan wybierze? Co jest bliższe sercu w takiej chwili?

 

P. B. - Bardzo ciężkie pytanie. Oba te kluby są bardzo ważne dla mojego rozwoju. Jestem wychowankiem Wigier i tam stawiałem pierwsze kroki, tam zadebiutowałem w seniorskiej piłce w starej trzeciej lidze. W Olsztynie pod okiem trenera Kaczmarka odbudowałem się po nieudanej przygodzie z Podbeskidziem i  dojrzałem jako zawodnik, po czym nie miałem większego problemu z graniem w GKS-ie Bełchatów. Na to pytanie nie mogę odpowiedzieć jednoznacznie... Oba te kluby bardzo dobrze wspominam.

 

- Dzięki komu został Pan piłkarzem i komu zawdzięcza Pan postępy w swojej karierze?

 

P. B. – Piłkarzem, jak już wcześniej wspominałem, zostałem dzięki mojemu starszemu bratu, który od zawsze namawiał mnie żebyśmy pograli na podwórku i to on mnie tym zaraził :) A największy wpływ na moją karierę miało dwóch trenerów. Trener Kaczmarek, z którym pracowałem dwukrotnie w Suwałkach i Olsztynie. On pomógł mi się odbudować po okresie spędzonym w Podbeskidziu. Drugi z nich to trener Kiereś, który ściągnął mnie do Bełchatowa i dał mi szansę gry w ekstraklasie.

Paweł Baranowski (z lewej) i Kasper Hamalainen w meczu T-ME: GKS Bełchatów – Lech Poznań (05.10.2014)/ fot. eurosport.onet.pl

 

- Ma Pan piłkarskiego idola? Za co go Pan ceni?

 

P. B. - Zawsze bardzo ceniłem Maldiniego... Zawodnik, który rozegrał bardzo dużo meczów i to dla jednego klubu. Najbardziej ceniłem u niego solidność, poza tym zawsze imponował mi spokojem na boisku.

 

- Bywa Pan czasem w Olsztynie?

 

P. B. - Ostatnio dawno nie byłem, bo nie mam za wiele wolnego czasu, ale gdy tylko pojawi się taka okazja, z chęcią odwiedziłbym Olsztyn.

 

- Na pytanie „Co słychać u Pawła Baranowskiego?”, odpowie Pan, że…?

 

P. B. - Wszystko pod kontrolą...W życiu prywatnym wszystko się układa, jestem szczęśliwy z moją żoną. W życiu sportowym mam cel do osiągnięcia, którym jest gra w 2. Bundeslidze i wierzę, że szybko go zrealizuję, by móc wyznaczać kolejne!

Paweł Baranowski/ fot. bild.de

 

zdj. główne: fot. profilowa Pawła Baranowskiego/ fot. fc-erzgebirge.de

NAJCZĘŚCIEJ CZYTANE

Stomil na facebooku

Stomil na twitterze

Stomil na youtube

sponsorzy główni
sponsor srebrny
sponsorzy złoci
sponsorzy biało-niebiescy

 


 
partner medyczny
sponsor techniczny
partnerzy medialni
partnerzy