OFICJALNY SERWIS

DUMY WARMII

Co słychać u... Grzegorza Żytkiewicza? "Okres gry w Stomilu wspominam bardzo dobrze."

Co słychać u... Grzegorza Żytkiewicza? "Okres gry w Stomilu wspominam bardzo dobrze."

10/13/2015

Dziś w cyklu rozmów "Co słychać u...?" dowiecie się, co słychać u Grzegorza Żytkiewicza. Z "Żetonem" porozmawialiśmy o jego obecnych zajęciach, pasjach życiowych i o sporym przedziale czasowym gry w Stomilu. Zapraszamy do lektury!

- Jak wspomina Pan okres gry w Stomilu Olsztyn? 
 
Grzegorz Żytkiewicz - Okres gry w Stomilu wspominam bardzo dobrze. Od momentu pierwszego treningu, w moje 11-ste urodziny (17.02.1993), po ostatni mecz jaki zagrałem w seniorach. To była jedna wielka przygoda, która, w pewien sposób, ukształtowała mnie jako człowieka i nauczyła wielu rzeczy, które przekładają się teraz na moje dorosłe życie.
 
- Pańskie sportowe życie było związane przez większość czasu ze Stomilem, z małymi wyjątkami. Potem zapadła decyzja o wyjeździe z kraju. Skąd decyzja o takiej zmianie w Pańskim życiu i czy obecnie jest Pan związany z piłką?
 
G. Ż. - Decyzja o wyjeździe z kraju zapadła z dwóch powodów. Po pierwsze, i najważniejsze, miałem w Londynie dziewczynę, a po drugie  - zawsze ciągnęło mnie do ojczyzny footballu, żeby zobaczyć, jak to wszystko wygląda w dużym klubie; w najlepszej lidze świata, od środka. Sylwia jest od miesiąca moją żoną, a ja pracuję w Fulham FC, także opłacało się podjąć to ryzyko.
 
- Czy wyjeżdżając za granicę znał Pan kogoś, kto pomógł się Panu zaaklimatyzować?
 
G. Ż. - Tak, oprócz Sylwii właśnie, bardzo pomógł mi Daniel Madej, z którym znamy się od czasów podstawówki. Razem zaczynaliśmy trenować w grupach naborowych Stomilu i później doszliśmy wspólnie aż do wieku seniora. Był on już wcześniej w Londynie i pomógł mi w pierwszych dniach "ogarnąć to" jakoś logistycznie. Jestem jemu za to bardzo wdzięczny.
 
- Pańska pasja to również sporty walki. Jak to się zaczęło i czy również kontynuuje Pan to za granicą?
 
G. Ż. - Zawsze mnie jakoś ciągnęło w stronę tych sportów walki i jeszcze kiedy byłem piłkarzem, to, podczas okresów roztrenowania, coś tam próbowałem ćwiczyć. Tak na dobre zaczęło się to podczas wymiany w Brazylii w 2012 roku, gdzie mieszkałem u rodziny, która trenowała brazylijskie jiu-jitsu. Zabrali mnie na trening, gdzie "wciągnęło mnie" totalnie. Po powrocie do Olsztyna trenowałem w Kaiser Sports Klub, gdzie można było spotkać sporo kibiców Stomilu, a teraz w Londynie trenuję w Carlson Gracie London pod okiem bardzo dobrych trenerów i mam okazję sparować z medalistami mistrzostw Europy i świata. 
"Żeton" radzi sobie z sukcesami w swojej drugiej sportowej pasji/ fot. archiwum prywatne Grzegorza Żytkiewicza
 
- Połączenie sportów walki i piłki współgra ze sobą, czy raczej przeszkadza? 
 
G. Ż. - Nie da się połączyć tych dwóch dyscyplin na poziomie wyczynowym, bo po prostu doba ma za mało godzin i poza tym wymagają one innych cech sprawności. Jako sporty uzupełniające, w jakiejś tam formie, w okresie roztrenowania, polecam jak najbardziej. Poza tym ja obecnie tylko trenuję dzieci w klubie piłkarskim, więc mogę sobie pozwolić na inna formę aktywności fizycznej.
 
- Sport to Pańska pasja. Jeśli nie Stomil, to sporty walki, lub AWF, na którym Pan studiował. Jak jest z podróżami? Sugerując się zdjęciami z fb widać, że nie jest Pan osobą, która usiedzi w jednym miejscu.
 
G. Ż. - To fakt. Podróże i języki to moja druga pasja poza sportami walki i piłką nożną. Także zdarzyło się być w paru miejscach na świecie, ale w dzisiejszych czasach nie jest to takie trudne, więc wystarczy tylko mieć marzenia i odwagę do ich realizacji.
Grzegorz Żytkiewicz w Brazylii/ fot. archiwum prywatne Grzegorza Żytkiewicza
 
- Myśli Pan o powrocie do Stomilu? Np. w roli trenera?
 
G. Ż. - Myślę, przede wszystkim, o powrocie do Olsztyna, bo jednak pomimo tych wszystkich podróży, dalej uważam, że to wspaniałe miejsce do życia. Jeśli znajdę jakieś źródło dochodu i będę mógł to pogodzić z pracą w Stomilu, to dlaczego nie. Mam jakiś tam pomysł na siebie w głowie i jak już wrócę, to na pewno przejdę się do klubu porozmawiać o możliwościach. Na razie jednak jestem w Londynie.
Grzegorz Żytkiewicz, trener grup dzięcięcych w FC Fulham/ fot. archiwum prywatne Grzegorza Żytkiewicza
 
- Jak radzi Pan sobie z językiem?
 
G. Ż. - Z polskim całkiem nieźle;) z angielskim nie najgorzej, skoro pracuję w szkole i w renomowanym klubie piłkarskim, po hiszpańsku w miarę się dogaduję, a po portugalsku zamówię kawę i zapytam o drogę w razie potrzeby.
 
- Wyspy Brytyjskie, to chyba największe skupisko Polonii w Europie. Czy znajduje się tam też osób pochodzących z Olsztyna - kibiców Stomilu?
 
G. Ż. - Jest sporo osób z Olsztyna i pewnie kibiców Stomilu też, ale ja do tej pory miałem tylko jedną sytuację, gdy stałem na przystanku jakoś bardzo wcześnie rano i nagle przechodził obok mnie człowiek w bluzie z napisem : „STOMIL PONAD WSZYSTKO”. Od razu zrobiło mi się tak jakoś raźniej i poczułem się jak w domu.
 
- Jak często odwiedza Pan Olsztyn? 
 
G. Ż. - Niestety nie za często, bo po prostu obowiązki mi na to nie pozwalają. W tygodniu pracuję w szkole, a w weekendy, jako trener w Fulham FC i ciężko się wyrwać do domu na samą niedzielę. 
 
- Pańskim piłkarskim idolem jest...? 
 
G. Ż. - Do niedawna był to Piotrek Skiba, ale od kiedy ma tę dziwną fryzurę, to zerwałem wszystkie plakaty ze ściany;) A tak na poważnie, to jak byłem mały miałem piłkarskich idoli. Teraz już mi przeszło. Lubię niektórych piłkarzy za styl gry i podejście do zawodu, ale bez przesady. 
 
- Z kim z olsztyńskiej szatni utrzymuje Pan kontakt i czy jest Pan na bieżąco z sytuacją w klubie, zespole? |
 
G. Ż. - Z sytuacją w klubie jestem na bieżąco i śledzę obie strony codziennie i mam niektórych chłopaków na fb, więc mniej więcej mam pogląd na to, co się dzieje. Ale o kontakty coraz trudniej, ze względu na odległość, no i każdy ma też jakieś swoje obowiązki. 
"Żeton", z zespołem, przy P69a/ fot. archiwum prywatne Grzegorza Żytkiewicza
 
- Komu zawdzięcza Pan to, że jedną z Pańskich profesji jest uprawianie piłki nożnej?
 
G. Ż. - To, że uprawiałem piłkę nożną na wyczynowym poziomie i mogłem się poświęcić swojej pasji w młodości, to zasługa, przede wszystkim, moich Rodziców. Zawsze mnie wspierali i pomagali mi w ciężkich chwilach, jak kontuzje i różne życiowe zakręty. Wspaniali ludzie, za co im serdecznie dziękuję.
 
- Na pytanie "Co słychać u Grzegorza Żytkiewicza?", odpowie Pan, że...?
 
G. Ż. - Wszystko w porządku. "Żeton" ma się dobrze! Oby zdrowie dopisywało, to reszta jakoś się ułoży. Pozdrawiam kibiców i mam nadzieję, że Stomil będzie dostarczał nam jak największej radości. Oby jak najszybciej w Ekstraklasie i na nowym stadionie!
 
 
zdj. główne: Grzegorz Żytkiewicz w barwach Stomilu Olsztyn/ fot. Artur Szczepański/ dwadozera.pl
NAJCZĘŚCIEJ CZYTANE

Stomil na facebooku

Stomil na twitterze

Stomil na youtube

sponsorzy główni
sponsor srebrny
sponsorzy złoci
sponsorzy biało-niebiescy

 


 
partner medyczny
sponsor techniczny
partnerzy medialni
partnerzy