OFICJALNY SERWIS

DUMY WARMII

Co słychać u... Daniela Michałowskiego?

Co słychać u... Daniela Michałowskiego?

11/04/2015

Z lekkim opóźnieniem, ale jest.  W tym tygodniu w ramach rozmów "Co słychać u...?" przedstawiamy wywiad z Danielem Michałowskim. Zapraszamy do lektury!

- Jak wspominasz okres gry w Stomilu Olsztyn?
 
Daniel Michałowski - Dobrze. Jestem stąd, chodziłem na mecze Stomilu w dzieciństwie, później grałem w tym klubie przez dobrych kilka lat i na kilku szczeblach rozgrywkowych. Dużo się w tym klubie nauczyłem i nie mam tu na myśli tylko spraw czysto sportowych. Jednak, przede wszystkim, spędziłem w nim lata, gdy wchodziłem w dorosłe życie i to zawsze się pamięta - ze wszystkimi pozytywami i negatywami.
 
 
Daniel Michałowski w barwach OKS 1945/ fot. dwadozera.pl
 
 
- Łącznie 7,5 sezonu w seniorskiej piłce spędziłeś w Olsztynie. Co spowodowało, że grałeś w jednym klubie tyle czasu?
 
D. M. - Nikt inny mnie nie chciał... (śmiech) A tak poważnie to byłem na studiach, które po prostu chciałem skończyć. Później przyszła poważna kontuzja, która zabrała mi dużo czasu, bo podjąłem wiele błędnych decyzji wynikających, przede wszystkim, z sytuacji finansowej - i mojej, i klubu. Po tym wszystkim okazało się jednak, że nie jestem już "młodym, perspektywicznym Danielkiem", którego się lubi, i którego się trzyma, bo jest stąd. Doznałem kolejnej poważnej kontuzji. Skreślono mnie, ale było kilku ludzi, którzy chcieli abym w klubie został. Dla mnie też było to wygodne. W domu zawsze lepiej - przynajmniej wtedy tak myślałem. Tak więc tłumaczyłem sobie to wszystko, że skoro nadal jestem w klubie w trudnym dla mnie czasie, tak jak ja byłem z nim w trudnych momentach dla niego - to jest sprawiedliwa relacja. A czas leciał...
 
 
Daniel Michałowski w akcji, w barwach OKS 1945 Olsztyn/ fot. Artur Szczepański/ stomil.olsztyn.pl
 
 
 
Daniel Michałowski w barwach Stomilu w rozgrywkach I Ligi/ fot. Artur Szczepański/ stomil.olsztyn.pl
 
 
- Potem były przenosiny do Wigier Suwałki, ale na krótko...
 
D. M. - Wigry to dla mnie miły okres. Półtora roku spędzone w Suwałkach pokazało tym, co "wieszali na mnie psy", że umiem grać w piłkę. No może poza pierwszym meczem ze Stomilem w pierwszej lidze, gdzie zagraliśmy straszny "piach" ze mną na czele. W Suwałkach mnie doceniano i szanowano. Może dlatego, że byłem zdrowy (śmiech). Awansowałem z tym klubem do 1 ligi, później grałem na tym poziomie cały sezon, choć  jeśli chodzi o ostatnie miesiące to "grałem" jest trochę na wyrost, bo drugą rundę byłem zawodnikiem rezerwowym, grając od pierwszej minuty bardzo rzadko. Ale w tym przypadku nie wszystko zależało ode mnie, a przynajmniej tak mi się wydawało. Może jestem za słaby na ten poziom (śmiech).
 
 
Daniel Michałowski w barwach Wigier Suwałki/ fot. wigrysuwalki.eu
 
 
- Teraz Twoim klubem jest Znicz Biała Piska, ale gdyby pojawiła się oferta gry w Stomilu, to...?
 
D. M. - Barcelona dzwoniła, a Stomil nie dzwonił... - dziwne (śmiech).
 
- Jakie jest Twoje najmilsze/najśmieszniejsze wspomnienie, lub wspomnienia, związane ze Stomilem?
 
D. M. - Jest ich wiele. Oto kilka groteskowych sytuacji.
 
Np. kiedyś dorabiałem sobie w sklepie sportowym R-GOL i, jak to bywa, z racji wykonywanych czynności dowiedziałem się kilku ciekawostek dotyczących oznaczeń na piłkach, butach sportowych itp. Pewnego razu w klubie kupiono komplet nowych piłek. W szatni przed treningiem odprawa dotycząca zajęć i nagle trener zwraca uwagę na nowe piłki i "głośno myśli" poddając w wątpliwość ich oryginalność. Na co ja (przecież coś o tym wiem to się pochwalę - pomyślałem;) ) wystrzelam jak "Filip z konopi" o tych oznaczeniach, że to "FIFA Approved" i że na pewno oryginalna. Nagle ktoś się śmieje - patrzę w bok, a tu Krzysiek Filipek leży już prawie pod ławką ze śmiechu. Po chwili reszta też się pokłada. "Darli ze mnie łacha" chyba z tydzień, a przez jakiś czas ktoś prosił co chwilę, żebym zerknął czy piłka jest oryginalna (śmiech).
 
Innym razem pojechaliśmy na obóz zimowy do Gutowa Małego koło Łodzi. W tamtym czasie zawodnikiem klubu był Eduardo. Przyszedł nie wiadomo skąd, odszedł nie wiadomo dokąd, ale do rzeczy... Eduardo pojechał na ten obóz z urazem, więc prawie w ogóle nie trenował, ale z porannego biegania nie był zwolniony. Tak więc bieganie o 6:30, jeszcze ciemno, temperatura -10, wszyscy biegają, a Eduardo nie. Eduardo chodzi sobie tyłem, dziwnym krokiem, ze słuchawkami na uszach, ubrany jak na biegunie w cały sprzęt, który dostał. Dresy, kurtka, jeszcze jedne dresy. Trener do niego krzyczy, a on nie słyszy, bo przecież sobie słucha muzyki.
 
Gramy pierwszy sparing za kadencji trenera Kaczmarka. To był chyba mecz z Wisłą Płock, nie pamiętam już dokładnie. Jest kilku nowych testowanych zawodników. Przed samym wyjściem na boisko stoimy już przed drzwiami szatni, czekając na resztę zawodników. Śmiechy, chichy, ogólnie pozytywna atmosfera. Podchodzę do jednego z nowych zawodników i "wypalam", jakbym miał dwieście rozegranych spotkań w lidze: - "Słuchaj, my gramy tak i tak, jak coś, to graj do mnie, a później coś się wymodzi...". Słyszał to Łukasz Suchocki i jak zaczął się śmiać to myślałem, że nie wyjdziemy na mecz. To słowo po prostu zawsze przypominało tamtą sytuację, co "Suchy" skrzętnie wykorzystywał nie raz (śmiech).
 
Gramy sparing za czasów trenera Andrzeja Nakielskiego z Polonią Warszawa. W Polonii tacy zawodnicy, jak: Gilewicz, Majdan, Wędzyński. Wtedy jeszcze znałem nazwiska piłkarzy (śmiech). Nawet chyba wygraliśmy ten sparing, co było niemałym zaskoczeniem. W każdym razie, ja - młody gówniarz "z pompką w nosie", latam jak głupi "skrobiąc" Gilewicza po łydkach co chwilę. W którymś momencie Gilewicz się odwraca i mówi: "Młody, poje**ło cię?! Wyluzuj trochę.". A ja na to (do zawodnika, który grał dużo w Niemczech i Austrii, w klubach takich, jak VFB Stuttgart i miał na koncie kilka meczy w reprezentacji) - "Weź chłopie, gdzie ty grałeś?" (śmiech). Szybko zdałem sobie sprawę z absurdalności tego wszystkiego - nie wiem tylko, czy sam do tego doszedłem, czy zażenowanie i zdziwienie jego kolegów z drużyny mnie na to naprowadziło (śmiech).
 
Ogólnie rzecz biorąc, można by "nudzić" godzinami o takich sytuacyjnych i scenkach, bo w szatni Stomilu zawsze było kilku pozytywnych "śmieszków", którzy nawet codzienne czynności opowiadają tak, że nie można się nie śmiać.  Z resztą do tej pory jest tam kilku takich (śmiech).
 
- Znajomości z olsztyńskiej szatni na pewno pozostały do dziś. Z kim utrzymujesz najlepszy kontakt?
 
D. M. - Nie utrzymuję bliskiego kontaktu z obecnymi zawodnikami Stomilu. Ludzie w życiu przychodzą i odchodzą. To, że z kimś się dobrze pracuje i dobrze się dogadujesz nie znaczy, że chciałbyś wiedzieć, co robi w wolnym czasie. Lubię i szanuję ludzi obecnych w Stomilu, ale nie mam z nimi kontaktu na co dzień. Jakiś kontakt jest z innymi, byłymi już zawodnikami.
 
 
- Twoim piłkarskim idolem jest? Może ktoś z dzieciństwa?
 
D. M. - Nie mam idoli. Miałem ich, gdy miałem 15 lat i chciałem być jak oni - Del Piero, Zola, Cantona. Imponują mi sportowcy, zarówno ci mniej znani, jak i z pierwszych stron gazet - choć tych jest mniej, którzy rozumieją, że "człowiekiem się jest, piłkarzem się bywa...".
 
- Piłkarzem zostałeś dlatego, że...?
 
D. M. - Powiedzmy sobie szczerze; nigdy nie byłem piłkarzem, bynajmniej nie takim, jakim sobie marzyłem, zaczynając przygodę z piłką. Jak to mówią, w tym piłkarskim światku: "Piłkarzem to jest Cristiano Ronaldo". Ja nie mam z tym problemu. Patrzę na to obiektywnie. Po prostu myślę, że jeśli robisz, co lubisz i zarabiasz w ten sposób na życie to znaczy, że jesteś w mniejszym, czy większym stopniu szczęśliwy. Dlatego ludzie mają taki problem z zawodowymi sportowcami. Bo robią, co lubią, ktoś im za to płaci, jednym mniej, innym więcej, a oni muszą iść do pracy, której nie lubią i jątrzą. Oczywiście bardzo to spłycam, bo to nie jest takie jasne i proste, ale jest w tym pewien schemat. Ja chciałem być najlepszy, oglądałem Tsubasę na Polonii 1 i chciałem być jak on. Chodziłem na Stomil i chciałem być jak: Zejer, Czereszewski, Szulik, Kaczmarczyk... Na podwórku wyróżniałem się wśród starszych kolegów i bardzo pragnąłem gdzieś się zapisać. Była Warmia, później Tempo 25 Olsztyn, DKS Dobre Miasto, 1945 Olsztyn/Stomil Olsztyn, Wigry Suwałki i obecnie Znicz Biała Piska. Nie pochodzę z bogatej rodziny, więc poprzez sport chciałem się jakoś wyrwać, coś zmienić. Nie byłem najlepszy, ale w jakiś sposób mi się udało. Poznałem wielu wspaniałych ludzi, coś widziałem, czegoś się nauczyłem - jest to pewien kapitał. Więc jeśli zdrowie mi pozwoli, to chcę się tym cieszyć jak najdłużej, ale raczej tylko jako zawodnik. Chociaż czas pokaże, co będzie.
 
 
Daniel Michałowski w akcji w barwach OKS 1945 Olsztyn/ fot. Artur Szczepański/ stomil.olsztyn.pl
 
 
- Patrząc na własną karierę dostrzegasz coś, co chciałbyś zmienić?
 
D. M. - Wszystko. Ludzie, którzy mówią, że nic nie chcieliby zmienić kłamią. Ja chętnie bym rozegrał wszystko tyle razy, aby było dobrze. Nie dlatego, że nie było, albo teraz nie jest, ale skoro już gdybamy...
 
- Czy jest coś, co pomaga Tobie zająć myśli czymś innym niż piłka?
 
D. M. - Trafiłeś na "ciężki grunt", bo ja ogólnie piłką samą w sobie się nie interesuję. Np. czasem ktoś z kolegów mówi: "Ej, a widziałeś jak wczoraj... aaaaa nie." (śmiech). Chętnie obejrzę jakiś mecz z "wyżej półki", ale to głównie po to, aby zobaczyć jak funkcjonują poszczególni zawodnicy na najwyższym poziomie. Z tego zawsze jest dużo śmiesznych sytuacji, bo niektórzy są zdziwieni, że kopiąc sobie piłkę można mieć inne zainteresowania i się nią nie "jarać" - co mnie osobiście wcale nie dziwi, bo wielu ludzi nadal ma w głowie stereotyp piłkarza. Dużo by gadać... (śmiech). 
 
- Myślałeś kiedyś o wyjeździe za granicę, by tam spróbować swoich sił?
 
D. M. - Kiedyś miałem propozycję z Niemiec. Miałem jechać na... truskawki (śmiech).
 
- Często odwiedzasz Olsztyn?
 
D. M. - Jestem tu prawie co weekend. Widzę, jak się to miasto zmienia. 
 
- Na pytanie "Co słychać u Daniela Michałowskiego?" odpowiesz, że...?
 
D. M. - Daniel jest szczęśliwy i pozdrawia wszystkich życzliwych mu ludzi!
 
 
Daniel Michałowski/ fot. Maciej Podgórski/ www.maciejpodgorski.pl
 
 
 
zdj. główne: Daniel Michałowski (drugi z lewej w górnym rzędzie) wraz z kolegami z zespołu MLKS Znicz Biała Piska/ fot. MLKS Znicz Biała Piska
NAJCZĘŚCIEJ CZYTANE

Stomil na facebooku

Stomil na twitterze

Stomil na youtube

sponsorzy główni
sponsor srebrny
sponsorzy złoci
sponsorzy biało-niebiescy

 


 
partner medyczny
sponsor techniczny
partnerzy medialni
partnerzy